Strony internetowe dla agentów nieruchomości mają jedno zadanie: wygrać rozmowę o powierzenie sprzedaży. Kupujących przyprowadzi portal, a właściciela mieszkania przekonuje to, co znajdzie pod Waszym nazwiskiem, zanim zadzwoni.
Ten tekst dotyczy strony agenta pracującego na własne nazwisko, także wtedy, gdy działa w większym biurze. Rozkładamy, co taka strona musi zawierać, w jakiej kolejności ją uruchomić i co najczęściej idzie źle. Piszemy jako wykonawca, więc mamy w tym interes i staramy się nazwać również to, czego strona nie zrobi.
Po co agentowi własna strona, skoro ma portal i wizytówkę
Bo każde z tych trzech miejsc obsługuje inny moment. Portal pokazuje ofertę osobom, które już szukają mieszkania. Wizytówka w mapach pokazuje firmę osobom, które szukają pośrednika w okolicy. Żadne z nich nie odpowiada na pytanie właściciela mieszkania: dlaczego mam powierzyć sprzedaż akurat tej osobie.
Do tego dochodzi własność kanału. Na portalu i w mapach pracujecie w cudzym serwisie, według cudzego układu i cudzego cennika. Osoba, która obejrzała Waszą ofertę, zostaje po stronie portalu. Strona jest jedynym miejscem, gdzie dorobek z lat pracy zbiera się pod jednym adresem i nie znika, gdy ktoś zmieni tabelę opłat albo gdy zmienicie biuro.
Ostatnia rzecz zmieniła się niedawno. Klient coraz częściej pyta o rynek i o pośrednika model językowy, zamiast przeglądać listę wyników. Modele cytują strony, z których da się wyciągnąć czysty fakt, a nie profile w cudzym serwisie. Bez własnego adresu po prostu nie ma Was w tej rozmowie.
Czym strony internetowe dla agentów nieruchomości różnią się od wizytówki
Tym, że mają jednego adresata i jedno zadanie, zamiast opisywać firmę. Wizytówka mówi, kim jesteście. Strona agenta ma przeprowadzić właściciela mieszkania od pytania „komu to powierzyć” do wysłanego formularza, a kupującego od obejrzanej oferty do telefonu. Reszta jest ozdobą.
W praktyce oznacza to zestaw elementów, których zwykła wizytówka nie ma:
- Jedno zdanie na wejściu: z jakim rodzajem nieruchomości pracujecie i w jakim rejonie. Nie „kompleksowa obsługa rynku”, tylko konkret, po którym czytelnik pozna, czy trafił dobrze.
- Dowody zamiast przymiotników: sprzedane nieruchomości z rejonem i rokiem, opinie podpisane imieniem i miejscowością.
- Osobny, stały adres dla każdej oferty, żeby dała się wysłać wiadomością i wyszukać niezależnie od listy.
- Treść widoczna bez uruchamiania JavaScriptu, bo robot wyszukiwarki i model językowy mają zobaczyć cenę i metraż w źródle strony.
- Kontakt przy ofercie, z Waszym zdjęciem i telefonem, a nie ogólny formularz schowany w stopce.
- Te same dane w obu miejscach: nazwa, adres i telefon na stronie muszą zgadzać się z wizytówką Google.
- Coś, co odpowiada poza godzinami pracy, bo pytanie o metraż o dwudziestej drugiej trafia albo do Was, albo do kogoś, kto odpisał pierwszy.
Sekcje, które faktycznie pracują
Pracują cztery: oferty, dowody sprzedaży, treść lokalna i kontakt. Wszystko poza nimi da się dodać później, a zwykle nie trzeba.
Oferty z własnym adresem
Oferta ma być podstroną, a nie kafelkiem na liście. Wtedy da się ją wysłać wiadomością, wyszukać i podlinkować z ogłoszenia na portalu. Lista i karta oferty robią zresztą dwie różne rzeczy: lista służy do zawężania, karta do decyzji. Przy kilkunastu ofertach wystarczy panel, w którym sami dodajecie wpisy i zmieniacie statusy. Przy kilkuset rozmowa jest już o imporcie z systemu, a to inny projekt i inny koszt.
Dowody zamiast deklaracji
Właściciel mieszkania porównuje ludzi, nie oferty, więc ta sekcja decyduje najczęściej. Działa rejestr: co sprzedaliście, w jakim rejonie, w jakim roku, plus opinie podpisane imieniem i miejscowością. Nie działają zapewnienia o profesjonalizmie i zaangażowaniu, bo ma je każda strona w mieście. Jeśli zaczynacie i nie macie jeszcze transakcji, opiszcie wprost, jak prowadzicie sprzedaż od wyceny do aktu. Opis procesu też jest dowodem, a wymyślone liczby wychodzą przy pierwszej rozmowie.
Treść o rejonie, w którym pracujecie
To jedyne źródło zapytań, którego nie trzeba kupować co miesiąc. Osoba planująca przeprowadzkę szuka informacji o dzielnicy, szkołach, dojazdach i cenach, zanim w ogóle zacznie oglądać oferty. Tekst o Waszym rejonie trafia do niej wcześniej niż jakiekolwiek ogłoszenie. To samo dotyczy pytań powtarzających się w rozmowach: co przygotować do aktu notarialnego, ile trwa sprzedaż, jak wygląda umowa na wyłączność. Każda taka odpowiedź jest osobną podstroną i osobnym wejściem na stronę.
Kontakt, który nie każe szukać
Telefon i formularz mają stać przy ofercie, nie w stopce. Formularz ma mieć tyle pól, ile potrzebujecie do oddzwonienia, czyli zwykle imię, kontakt i jedno zdanie. Każde dodatkowe pole to mniej zgłoszeń, a resztę danych i tak zbierzecie przez telefon. Po wysłaniu pokażcie potwierdzenie i termin odpowiedzi, bo cisza po kliknięciu jest najczęstszym powodem, dla którego ktoś pisze do następnego pośrednika.
Jak to uruchomić po kolei
Kolejność ma znaczenie, bo najdroższe poprawki biorą się z odwrócenia dwóch pierwszych kroków. Poniżej układ, który sprawdza się przy stronie pojedynczego agenta.
- 1Ustalcie jedno zdanie: dla kogo pracujecie, z jakim rodzajem nieruchomości i w jakim rejonie. Bez tego reszta prac jest zgadywaniem.
- 2Zbierzcie materiały: własne zdjęcie, zdjęcia nieruchomości, listę transakcji do pokazania, opinie z podpisem, dane kontaktowe zgodne z wizytówką.
- 3Zarejestrujcie domenę na siebie, nigdy na wykonawcę, i zachowajcie dostęp do konta.
- 4Zamówcie stronę z panelem ofert, jeśli oferty będą się zmieniać, albo bez panelu, jeśli ma to być wizytówka z dowodami i treścią.
- 5Sprawdźcie przed publikacją trzy rzeczy: czy oferta ma własny adres, czy jej treść widać po wyłączeniu JavaScriptu i czy formularz faktycznie dochodzi na skrzynkę.
- 6Podepnijcie wizytówkę Google do adresu strony i ujednolićcie nazwę, adres oraz telefon w obu miejscach.
- 7Dopiszcie pierwsze teksty o rejonie, po jednym na miesiąc, i podlinkujcie je z ofert z tej samej okolicy.
- 8Po kwartale sprawdźcie, z jakich zapytań przychodzą wejścia, i dopiszcie odpowiedzi na te, których jeszcze nie macie.
Cztery błędy, które kosztują najwięcej
Wszystkie cztery da się odwrócić, ale tanio tylko przed startem prac.
- Strona na cudzej domenie i cudzym koncie. Po zakończeniu współpracy zostajecie z niczym, niezależnie od tego, ile lat płaciliście. Domena i dostępy mają być Wasze od pierwszego dnia.
- Zdjęcia z banku obrazów zamiast własnych. Właściciel mieszkania poznaje je po sekundzie i odczytuje dokładnie tak, jak jest: jako brak realnych materiałów.
- Oferty wklejone jako zrzuty ekranu z portalu. Obraz nie jest treścią, więc wyszukiwarka nie znajdzie w nim ceny ani metrażu, a zdjęcia z portali bywają skompresowane tak, że w dużym kadrze wyglądają źle.
- Strona, której nikt nie aktualizuje. Oferta sprzedana pół roku temu i najnowszy wpis sprzed roku mówią odwiedzającemu więcej niż cała sekcja o zaangażowaniu.
Ile to kosztuje u nas
Landing dla agenta pracującego na siebie zaczyna się od 999 zł i sięga 2499 zł, zależnie od liczby sekcji i tego, ile materiałów jest gotowych. Strona biura z panelem ofert to inny pakiet, 2997 zł. Po publikacji zostaje opieka i hosting, od 30 do 99 zł miesięcznie.
Kod źródłowy, prawa autorskie i wszystkie dostępy przechodzą na Was po zakończeniu prac, więc stronę może przejąć dowolny inny programista. Umowa jest podpisywana przed startem, pierwszą wizualizację widzicie zwykle w dobę od przekazania materiałów, a płacicie dopiero po jej zaakceptowaniu. Nie gwarantujemy konkretnej pozycji w wyszukiwarce, bo nikt uczciwie nie może.
Najczęstsze pytania
Czy strona ma sens, jeśli pracuję w dużym biurze?
Ma, bo to dwa różne aktywa. Serwis biura promuje markę biura i zostaje w biurze, gdy zmienicie pracodawcę. Strona pod Waszym nazwiskiem zbiera transakcje i opinie, które idą razem z Wami. Sprawdźcie tylko w umowie z biurem, czy możecie prowadzić własną stronę i na jakich zasadach pokazywać na niej wspólne oferty.
Czy nie wystarczy profil w mediach społecznościowych?
Nie, z tego samego powodu co portal: cudzy serwis, cudzy zasięg, cudze zasady. Profil dobrze pokazuje pracę na bieżąco, ale wpis z niego nie wchodzi do wyników wyszukiwania tak jak podstrona, a zasięg potrafi się zmienić z dnia na dzień bez Waszego udziału. Sensowny układ to profil, który prowadzi na stronę.
Ile treści trzeba napisać, żeby to zadziałało?
Mniej, niż się zwykle mówi, ale regularnie. Jeden tekst miesięcznie, odpowiadający na realne pytanie klienta z Waszego rejonu, po roku daje kilkanaście podstron, a każda z nich może przyprowadzić kogoś szukającego dokładnie tej odpowiedzi. Dziesięć tekstów napisanych w jeden weekend i cisza przez resztę roku działa gorzej.
Czy strona przyniesie zapytania od razu?
Nie i nikt uczciwie tego nie obieca. Widoczność w wyszukiwarce buduje się miesiącami i zależy od treści, a nie od daty uruchomienia. Od pierwszego dnia strona robi natomiast to, co możecie sprawdzić sami: jest adresem, który wysyłacie właścicielowi przed spotkaniem, i miejscem, w którym kończy się kliknięcie z wizytówki.
Podsumowanie
Strony internetowe dla agentów nieruchomości zwracają się wtedy, gdy zamiast opisywać firmę, pokazują dowody i prowadzą do rozmowy. Potrzeba do tego czterech rzeczy: ofert z własnymi adresami, rejestru transakcji i opinii, treści o rejonie, w którym pracujecie, oraz kontaktu widocznego przy każdej ofercie. Domena i kod mają być Wasze, dane zgodne z wizytówką, a treść dopisywana regularnie, choćby po jednym tekście na miesiąc.
Masz pytania? Napisz do nas.
Getbuild to studio z Trójmiasta, które buduje strony i panele ofert dla rynku nieruchomości w całej Polsce. Oferujemy pierwszą wizualizację strony przed płatnością oraz bezpłatną analizę procesu przed wyceną automatyzacji.
kontakt@getbuild.pl